
Siedzę przy kompie, grzebię w obrazkach i słyszę stukanie kopytkiem w szybę.
A potem wołanie: Eeeee! Voyo jesteś?
Idę do okna, patrzę, a to Marcel.
Mówię: Siema brachu, dawno Cię nie było. Jak tam w Lesie?
A on mi między oczy: Chrzanić konwenanse, temat jest. Wszystkie zwierzęta duże i małe, futerkowe i pierzaste, nawet te w chitynowych pancerzykach proszą, żebyś przekazał dwunogim kumplom, że rozumieją tradycje, ale już mają dość.
Marcelku, czego?? Pytam łagodnie.
Marcel spojrzał mi prosto w oczy tak dosadnie, że aż usiadłem. A potem wylał: Tak między nami ssakami, to od Gwiazdki do Sylwestra napierdala@cie tymi fajerwerkami. Bażant Gustaw kilka lat temu tak się zląkł, że przez 3 lata nie chciał się parzyć, Dzika Helena spanikowana petardami potruchtała do innego powiatu, Mariolka Sowa straciła mądrość i na każdej leśnej imprezie opowiada ten sam dowcip o blondynkach. Przykłady same się mnożą. Chodzi oto, żebyście wy, ludzie odpuścili sobie to sylwestrowe strzelanie, pirotechnikę no i nie kupowali maluchom pod choinkę fajerwerków. Bo gadałem z Rudolfem -tym od Mikołaja, i twierdzi, że Elfy za włożenie fajerwerków do prezentów mają od Mikołaja półrocznego bana na gorącą czekoladę i ciasteczka.
Więc jeśli coś wybuchowego jest pod choinką, to nie od nich.
Ok. Przekażę, ale nikt mi nie uwierzy, że gadaliśmy. Mówię.
To zrób zdjęcie. Tylko profilem i wyciągnę żuchwę, żeby szyja nie wyglądała grubo.
Na odchodne jeszcze powiedział, że z brodą było mi lepiej, a różę obgryzał, tak tylko, żeby sprawdzić, czy nie jest mdła.
No to przekazuję: Proszę odpuśćmy sobie to strzelanie.
Tekst: Wojtek Ciszkiewicz