POZA SZLAKIEM: Dydiowa

Zakole Sanu w okolicy Dydiowej to miejsce, któremu nie można odebrać niezaprzeczalnego uroku. Tereny dawnej wsi z trzech stron otoczone są wodami meandrującego pośród bieszczadzkich wzgórz Sanu, z czwartej zaś wyniosłym masywem Dydiowskiej Kiczery, wznoszącej się na wysokość 799 metrów ponad poziom morza. To właśnie tutaj, pośród leśnych ostępów, odnaleźć możemy jedną z najdłuższych bieszczadzkich jaskiń – Dydiowską Jamę.

To całkiem dobry moment by zatrzymać się na chwilę i raz na zawsze wyjaśnić, czym są te pojawiające się co rusz, a obcobrzmiące nazwy, Kiczera, Magura czy Berdo. Z całą pewnością większość z nich przynieśli ze sobą Wołosi, dość tajemniczy, wędrowny lud, który to, w pewnym uproszczeniu, nazwać by można protoplastą naszych dzisiejszych górali.  W trakcie kilkusetletniej wędrówki wzdłuż karpackiego łuku, od Bałkanu aż po czeski Śląsk, napotykał on oczywiście na swej drodze przedstawicieli obcego żywiołu, zarówno ruskiego jak i polskiego, nie podbijając ich jednak, a na przestrzeni lat wręcz się asymilując a tym samym rozpływając się gdzieś samemu w odmętach dziejów, pozostawiając jednak po sobie wyraźny ślad w języku, kulturze i obyczaju. I tak pozostała wśród nas nazwa Kiczera (por. rum.  chica, czyt: kicza: „włosy, zarost”, chicera: „zarośnięta góra”); Magura , którą określano zazwyczaj wybitny, samotny masyw a przejęta najprawdopodobniej ok. VI wieku od Słowian i przekształcona z pierwotnego mogyla (mogiła, kurhan, ale i wzgórze) na magurę właśnie; czy też Berdo, oznaczające zarówno postrzępiony, skalisty grzbiet, jak i cały masyw o stromych, skalistych stokach.
 

Aż do roku 1946 Dydiowa zamieszkana była w znaczącej większości przez Bojków, górali rusińskiego pochodzenia. W 1921 roku wieś liczyła sobie 904 mieszkańców, zajmujących 152 domy mieszkalne. 812 spośród nich deklarowało przywiązanie do greckiego katolicyzmu, 76 było wyznania mojżeszowego, a całość uzupełniało 16 rzymskich katolików. Podczas spisu powszechnego 210 osób podało narodowość polską, w tym prawie wszystkie osoby wyznania mojżeszowego. Po przesiedleniu miejscowej ludności do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w Dydiowej nie pozostał nikt. Śmiało rzecz można – osobliwe zwyczaje mieli dawni Dydiowianie. Ciekawy opis daje w swoim pamiętniku Olga Franko, żona słynnego Iwana, obserwując iż „chaty często współzamieszkane były przez 2 czy 3 rodziny, tworzące swoistą strukturę rodową bądź klanową”. Aleksander Kuczera wspomina natomiast, że „kiedy zmarły został złożony do trumny i przykryty wiekiem, sypano na jej czterech rogach sól. Rodzina obchodziła trzy razy trumnę dokoła, każdorazowo sól zlizując. Wierzono, że to doskonałe lekarstwo przeciwko złym duchom”.

Dość rozpisywać się na temat tego niesamowitego miejsca, na opowieści przyjdzie jeszcze czas w trakcie wycieczki. Podczas spaceru spróbujemy także odnaleźć Dydiowską Jamę, trzecią co do długości korytarzy jaskinię w Bieszczadach, co nie jest wcale banalnie proste. Niejeden raz spotkamy na swej drodze zwierzęce tropy lub inne ślady ich obecności. Ocenimy czy zostawił je wilk czy może po prostu pies. A te duże tutaj to…?! Yyy… Dobrze by było, aby każdy z uczestników wycieczki posiadał mapę oraz sprawny kompas, przyda się on bowiem częściej niż się może z pozoru wydawać, i zawsze wtedy, kiedy akurat nie masz go przy sobie. Na pewno będzie okazja poćwiczyć orientację w terenie, więc zachęcamy tym bardziej.

ILE TO KOSZTUJE? 100 zł/ os. Nie lubimy ścisku, dlatego na tę wycieczkę zabieramy maksymalnie 8 osób.